Recenzja serii "Świat Dysku" Terrego Pratchetta
Terry Pratchett jest autorem, którego raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Książki autora popularnej serii „Świat Dysku”, współautora błyskotliwej i przezabawnej książki „Dobry omen” oraz czterech części „Nauki Świata Dysku” często są nazywane kultowymi, zresztą nie bez przyczyny.
„Świat Dysku” jest pokaźną serią, bo składa się aż z 41 książek. Luźno ze sobą powiązane, wszystkie z nich dzieją się w fantastycznym świecie w kształcie dysku, który jest podtrzymywany przez cztery słonie. Wszystkie powieści w serii są satyryczne, a specyficzne poczucie humoru Pratchetta uderza w czytelnika już od pierwszych stron i muszę przyznać, że jest całkiem czarujące.
Z racji tego, że mogłam przeczytać jedną z powieści Pratchetta na sierpniowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, to na jej podstawie opiszę czar Świata Dysku. Moim wyborem (dzięki nieocenionej pomocy innej klubowiczki) została książka „Trzy wiedźmy” i zupełnie szczerze, zachwyciła mnie.
Sama fabuła skupia się wokół tytułowych wiedźm i ich prób ocalenia królestwa. Przed czym, może zapytacie? Otóż przed trochę szalonym księciem i jego okrutną żoną, którzy podstępem pozbyli się poprzedniego króla… Brzmi znajomo? Poza oczywistym retellingiem „Makbeta” pojawiają się wątki znane z „Hamleta”.
Żarty słowne przeplatają się w powieści z komizmem sytuacyjnym, a każda z postaci jest tak unikalna, że nie sposób ich pomylić czy też o nich zapomnieć. Świetne użycie przypisów, których komiczna treść fantastycznie komponuje się z głównym tekstem książki jest tu wisienką na torcie.
To było w zasadzie moje drugie zetknięcie z twórczością Pratchetta, jeśli za pierwsze możemy uznać „Dobry omen”, i sądzę, że nie będzie ostatnie. Polecam wszystkim, którzy poszukują lekkiej lektury na coraz dłuższe, jesienne wieczory, nie tylko „Trzy wiedźmy”, ale też inne powieści ze „Świata Dysku”, jeśli Szekspir nie plasuje się w czyjeś gusta.
Wiktoria Szelest - klubowiczka DKK w MBP w Mielcu