Recenzja książki ,Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin’’ Jung Chang
,,Dzikie Łabędzie’’ to opowieść autorki Jung Chang, o jej losach, jak również jej matki i babki. Historia tych trzech kobiet rozgrywa się na tle wydarzeń Chin z początków dwudziestego wieku aż do śmierci Mao. Tych siedem dekad w historii Chin było pasmem turbulencji i niewyobrażalnych zbrodni na narodzie, tak ze strony obcych mocarstw jak i rodzimych przywódców.
W książce mamy do czynienia z mnóstwem faktów, tych rodzinnych i tych w tle. Można się pogubić nie znając szerszego kontekstu dla tych wydarzeń. Szczególnie dla czytelnika dla którego kultura i historia Chin nie jest powszechnie znana i rozumiana. Nie wiem czy Jung Chang była świadoma pisząc kolejne trzy książki ale tak czy inaczej wypełniają one te braki w wiedzy na wspomniany temat. Mam tu na myśli kolejno:
1. „Cesarzowa wdowa Cixi” to okres zakulisowych rządów konkubiny cesarskiej aż do jej śmieci i początków demokracji, tj. okres od lat 1860-tych do 1908. Fascynującą droga jaka przeszły Chiny z kraju zamkniętego na otwierającym się na świat zewnętrzny.
2. „Siostry z Szanghaju” to z kolei opowieść o trzech siostrach których los splata się z okresem po upadku cesarstw aż do końca dyktatury Mao. W kolejności wieku, najstarsza zona biznesmena gromadząca spory majątek, w szczególności kosztem narodu chińskiego gdy jej mąż był ministrem w rządzie Cziang Kai Szeka, średnia była żona pierwszego prezydenta Chin wykreowanego na „Ojca narodu” a następnie staje się współpracująca z reżimem Mao, trzecia najmłodsza zostaje żona Chiang Kaj Czeka.
3. „Mao” to biografia tej jakże porażającej postaci, która bije na głowę Hitlera Stalina razem wziętych.
Po przeczytaniu tych pozycji dużo łatwiej zrozumieć losy kobiet z ,,Dzikich łabędzi.’’
Specjalnie nie zdradzam więcej z losów postaci, same czasy w których wszystko ma miejsce powinny być wystarczającą zachętą by sięgnąć po te książkę.
Dla mnie „Dzikie łabędzie” są najsłabszą z książek autorki. Może dlatego że to pierwsza, może za dużo informacji bez większych refleksji. Nie wyczuwałem żadnych emocji w jakże osobistej opowieści. Tak jakby Jung wychowana bez rodzicielskiej miłości nie potrafiła opisać odczuć a tylko rejestrować kolejne wydarzenia. Taka sucha relacja pozostawia pewien niedosyt, a może i niesmak. Cóż, to tylko mój odbiór, to tylko moje spojrzenie na świat.
Niemniej jednak polecam przeczytanie „Dzikich łabędzi” i zachęcam do pozostałych wymienionych tu pozycji.
Alex Kecor - DKK przy BPGiM w Strzyżowie