Recenzja książki Współlokator” Linusa Geschke
Na obwolucie czytam, że to thriller psychologiczny. Thriller nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale skoro psychologiczny, może być ciekawie.
Motto – mocny akcent na początek. Pokazuje, co najbardziej interesuje autora. Czuję mrowienie w mózgu : chcę to czytać.
Przedmowa – Linus Geschke rzuca mi wyzwanie. Przyjmuję je. Może uda mi się „ odkryć tajemnicę przed wielkim finałem”.
Przeczytałam. Podoba mi się:
Akcja, która od początku trzyma w napięciu, fenomenalnie skonstruowana, kilka wątków, początkowo pogmatwanych, podąża do zaskakującego finału. Zbrodnia i kara, która jest zbrodnią. Jednak nie tylko przebieg wydarzeń jest interesujący, równie ciekawe są relacje bohaterów, obnażających coraz bardziej swoje wnętrza. Monologi wewnętrzne Marca i Sarah „wyhamowują” nasz pośpiech w dążeniu do odkrycia tajemnicy ( Kto zabił? Gdzie się podział trup? Co się wydarzyło w Nikaragui? Skąd Marc i Henning biorą pieniądze na życie na wysokim poziomie?) . Geschke po mistrzowsku rozpracowuje ludzką psychikę. Pojawiają się pytania: Dlaczego Marc wchodzi w handel narkotykami: dla Henninga, dla pieniędzy? Też, ale jest inny powód. Dlaczego Sarah zdradza Marca? Bo jest szmatą jak twierdzi Henning? I wreszcie Henning – tyle zła uczynił. Czy ci młodzi ludzie są źli? Nie, oni tylko popełniają błędy. Nie ma w tym tekście czarnego charakteru tak typowego dla powieści kryminalnych. Jakie popełnili błędy i dlaczego? To pytanie „dlaczego?” jest bardzo istotne i w tekście znajdujemy na nie odpowiedź. A Bianca Rakow – czy miała prawo do zemsty, takiej zemsty? I tu od psychologii przechodzimy do etyki. Thriller, psychologia, etyka – jak to wszystko pomieścić w jednym tekście?
Kompozycja
Co najmniej połowa tekstu, to relacje Marca i Sarah. Dzięki tej kompozycji narrator nie musi robić wykładów z psychologii i etyki, robią to za niego bohaterowie. Pytają „Jak do tego doszło?”, ”Dlaczego tak postąpiłem?”, analizują zachowanie swoje i innych. Nie zawsze łatwo przychodzi samokrytyka, wygodniej szukać winy u kogoś (szczególnie dotyczy to Sarah).W końcu oceniają. Inaczej on, inaczej ona. Zmaganie się ze zdarzeniami z przeszłości, rozwija fabułę, a tymi z teraźniejszości, popycha akcję do przodu.
Konstrukcja postaci
Kiedy myślę o Sarah, Marcu, Henningu, Biance, Peterze, Annie, słowo bohaterowie brzmi sztucznie, jako że są to kobiety i mężczyźni z krwi i kości, niepowtarzalne osobowości. Chociaż autor przedstawia te osoby w sposób surowy, pozbawiony uczuć, obiektywny, jak naukowiec opisujący przedmiot badania, to przejścia i problemy tych ludzi budzą duże emocje. Osiąga to Linus Geschke dzięki umiejętności oddawania kolorytu sytuacji i stanu psychicznego bohaterów, sugestywności w budowaniu nastroju, wprowadzeniu kontrastu pomiędzy szczęściem, które należy do przeszłości i beznadzieją teraźniejszości, a także dzięki specyficznemu językowi.
Język
Precyzyjny. Zróżnicowany w ustach bohaterów, szczególnie wyraźnie to widać ( w jedynym zresztą) przejmującym monologu Henninga. Niekiedy pojawiają się mocne słowa, wtedy, kiedy jest to konieczne np.: „Później była Nikaragua, karaibska wyspa, na której spędziliśmy dwa tygodnie, a potem i tak wszystko się zmieniło. Nigdy więcej się nie kochaliśmy. Od tamtej pory już tylko się pieprzyliśmy.” Język dopasowany do sytuacji, chwilami niemalże poetycki: „Wszelkie obawy, jakie mieliśmy przed tą podróżą, nagle zniknęły. Zostały wypalone przez słońce i rozwiane przez wiatr.” Język perfekcyjny i oszczędny, a jednocześnie sugestywny.
Nastrój
Już na początku pierwszego rozdziału wkradają się złe przeczucia i niepokój aby towarzyszyć bohaterom ( i czytelnikowi) do końca. Pojawiają się również drastyczne sceny wywołujące strach i grozę „Krwi było dużo, naprawdę dużo. Zupełnie jakby ktoś zaszlachtował tu świnię.” Nieliczne jasne i szczęśliwe chwile przytłoczone są mrocznymi, niedobrymi, a nawet strasznymi zdarzeniami. Ciężką atmosferę pogłębiają cytaty z utworów Rolanda Meyera de Voltaire’a poprzedzające każdy z czterech rozdziałów.
Finał
Zaskakujący. Nie udało mi się odkryć tajemnicy, pomimo tego, że czytałam w skupieniu i byłam blisko. Już wiem, kto jest mordercą, ale mam ochotę na powrót do wielu fragmentów. Nie dla akcji oczywiście, bo tę już znam.
Mam jedno pytanie do autora: Jak „stosunkowo mała” osoba dała radę władować do auta trupa, a potem go wyładować?
Nateła Zedanja-Skowrońska - klubowiczka DKK w BP w Rzepedzi