Recenzja „Poczwarki” Doroty Terakowskiej

Poczwarka raczej nie kojarzy nam się z niczym dobrym. To coś niedorozwiniętego, brzydkiego, na co patrzymy z niechęcią i niekiedy obrzydzeniem. Kiedy o niej myślimy, zapominamy, że może ona skrywać barwnego motyla niemogącego wyrwać się z więżącej go skorupy. Być może te motyle są tam, gdzie spodziewamy się ich najmniej – w osobach z pozoru ociężałych i powolnych, patrzących na świat z ufnym uśmiechem. W końcu nie wiemy, jacy są w środku. Musi przecież kryć się w nich więcej niż tylko charakterystyczne, skośne oczy i pulchna sylwetka. Tak właśnie myśli Dorota Terakowska, autorka „Poczwarki”. Adam i Ewa są idealnym małżeństwem. Mają mnóstwo pieniędzy, piękny dom i dobrze prosperującą karierę zawodową. Do całkowitego szczęścia brakuje im tylko jednego – dziecka. W końcu Ewa zachodzi w upragnioną ciążę. Zaczynają się wielkie plany – zajęcia tańca, gry na fortepianie, najlepsze prywatne szkoły i uniwersytety. Gdy jednak ich córka przychodzi na świat ich dotychczasowe życie lega w gruzach. Dziewczynka ma ciężką postać syndromu Downa, a na dodatek w jej mózgu jest dziwna, ciemna plamka. Początkowo Ewa nie może uwierzyć, że jej córeczka jest niepełnosprawna. Gdy pierwszy szok mija, Adam przekonuje ją, by oddać dziecko do specjalnego zakładu. W ostatniej chwili Ewa drze papiery i zabiera dziewczynkę do domu. Życie z dzieckiem z DS, jak Ewa nazywa syndrom Downa, nie jest łatwe. Myszka bardzo wolno się uczy – raczkowanie, narysowanie prostej linii, czy wiązanie butów przychodzą z jej ogromnym wysiłkiem. Ewa robi, co może, by nauczyć ją podstawowych czynności, jednak niekiedy jest to wprost niemożliwe. Myszka nie pojmuje najprostszych rzeczy. Chociaż… Czy aby na pewno? Czy nie ma w niej czegoś niezwykłego, czego Ewa nie jest w stanie zrozumieć? „Poczwarka” jest niezwykłą książką. Po części dlatego, że porusza trudne tematy, które stanowią tabu. Pokazuje też inną stronę osób z zespołem Downa – tą, która widzi i czuje więcej niż zdrowi ludzie. Choć świat w „Poczwarce” składa się głównie z domu i okazjonalnych wypraw Myszki i Ewy na zewnątrz, a w fabule nie ma zaskakujących zwrotów akcji, myślę, że warto się z nią zapoznać. Chociażby po to, by poznać świat osoby z syndromem Downa, który przecież może w jakiś sposób dotknąć każdego z nas. Świat, który jest o wiele bogatszy niż się wydaje.

 

Emilia Fugas, 17 lat

Młodzieżowy DKK w GBP w Chmielniku

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności