„Deficyt niebieskich migdałów” - powieść o życiu Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej lekturą DKK w Przemyślu
We wrześniu działający w przemyskiej bibliotece Dyskusyjny Klub Książki sięgnął po biograficzną powieść inspirowaną życiem poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej pt. „Deficyt niebieskich migdałów”, której autorką jest Agnieszka Zakrzewska – pisarka od ponad dwudziestu lat zamieszkująca w Królestwie Niderlandów.
Bohaterka powieści Maria Pawlikowska-Jasnorzewska to intrygująca i rozpoznawalna poetka dwudziestolecia międzywojennego. Urodzona w 1891 r. w Krakowie, córka malarza Wojciecha Kossaka i Marii z Kisielnickich, dla przyjaciół – Lilka. Jako dziecko chorowała, a konsekwencje odczuwała przez całe życie. Odebrała staranną edukację domową. Trzykrotnie zamężna, największe szczęście znalazła u boku porucznika lotnictwa Stefana Jasnorzewskiego. Debiutowała trzema wierszami w „Skamandrze", w którym przez lata publikowała – była blisko związana z pismem i ze skamandrytami. Debiutancki tom wierszy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej to „Niebieskie migdały" (1922). W twórczości ukazywała miłość w sposób nowy, bezpośredni i naturalny. Podobnie jak skamandryci, wprowadzała do poezji język i realia codzienności, a jej ulubionym gatunkiem była miniatura z zaskakującą pointą.
„Deficyt niebieskich migdałów" to opowieść o poetce Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (1891-1945), w której wierszach zaczytywałam się jako nastolatka. Nikt z mojego otoczenia nie potrafił wówczas tak celnie trafić w sedno moich uczuciowych rozterek, jak Poetka. Dziś mam cztery razy więcej lat, jestem bardziej doświadczona, mądrzejsza – i rzadko sięgam po poezję.
Z ciekawości wyjęłam z półki tomik Salamandra (wybór z 1986 r.), żeby sprawdzić, czy te wiersze wciąż ze mną rezonują. Tak – to wciąż piękna poezja, która porusza i wzrusza. Jestem wdzięczna autorce „Deficytu niebieskich migdałów" za przypomnienie postaci tej międzywojennej poetki i za inspirację do ponownego sięgnięcia po jej twórczość.
Agnieszka Zakrzewska zabiera nas w fascynującą podróż po Krakowie, Warszawie, Zakopanem, Wiedniu i wielu innych miejscach. Sprawia, że czytelnik znajduje się w samym centrum akcji: podąża za ówczesną modą, zakłada kapelusz z kwiatami, delikatnie zdejmuje irchowe rękawiczki, smakuje i ocenia potrawy z różnych stołów. Główna bohaterka rysuje się jako osoba niedojrzała, oderwana od rzeczywistości, zahibernowana w nawałnicach uczuć i marzeniach o niebieskich migdałach. Czy to portret prawdziwy?
Autorka oddaje glos poetce – narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, co daje wrażenie, że czytamy autobiografię. Ale czy rzeczywiście jest to prawdziwy obraz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej? Ufam, że nie. Myślę, że autorce zabrakło głębszego zrozumienia ścieżek i wyborów, którymi kierowała się poetka. Wierszy, które bronią się mimo upływu czasu i zmieniających się epok, nie pisze osoba próżna. W tej powieści nie udało się uchwycić i ukazać diamentu, jakim była Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. A jednak – autorka przywróciła ją współczesności, a to otwiera nową kartę, daje nowe życie jej poezji.
Tekst: J. Zenowicz - klubowiczka DKK w PBP w Przemyślu