Czas wielkiej wojny oczyma ówczesnych mieszkańców Podkarpacia

Okres I wojny światowej odcisnął piętno nie tylko na żołnierzach z nadzieją walczących o niepodległość Polski, ale również na ludności cywilnej. O tym z jaką rzeczywistością musieli mierzyć się ówcześni mieszkańcy miast, miasteczek i wsi Podkarpacia świadczą wybrane fragmenty wspomnień:

(…) W mieście [Jarosławiu] było pełno wojska, furmanek i armat. W całym zamieszaniu i wrzawie nie można się było rozeznać, czy wojska te maszerują na wschód czy na zachód (…) W budynkach koszarowych i restauracjach roiło się od oficerów i żołnierzy, nie można było dostać ani obiadu ani czegokolwiek innego do zjedzenia. Dziwne pogłoski krążyły na przemian. Powaga na twarzach i niepokój wskazywały, że sytuacja wojenna jest niekorzystana (…)

/G. Jahn, Ostatnie dni lata 1914 roku w Łowcach/

(…) Przy małym gościńcu, na polu pod gruszką (…) Rosjanie ustawili armatę i było tu chyba ośmiu żołnierzy. Gdy Niemcy zaczęli strzelać jeden pocisk trafił prosto w lufę. Z armat i żołnierzy zostały tylko strzępy. Siedzieliśmy z mamą w chałupie i wyglądaliśmy przez okno, naraz wielka armata, ciągnięta przez kilka koni, zatrzymała się pod lipą niedaleko nas (…) Przytuliliśmy się wszyscy do mamy i wpatrzeni w obraz Matki Bożej zaczęliśmy się gorąco modlić. Po pewnym czasie armata odjechała (…)

[Maria Bagnicka]

(…) Obok naszego domu na łące jakiś ksiądz z brodą odprawiał nabożeństwa dla żołnierzy. Pamiętam jak żołnierze bez czapek, ze złożonymi na piersiach rękami stali i modlili się. Na sąsiednim placu był szpital pod namiotami, dochodziły stamtąd jęki rannych, wielu z nich umierało (…)

[Katarzyna Szwjaczak]

/M. Bagnicka, W Mołodyczu wojna pozostawiła krwawe ślady/

(…) Od rana strzały armatnie za nami na górach słychać, tak biją, biją, biją okropnie, po 5 razy bum! bum! Jeżeli krótko słychać raz po razu, to wówczas rosyjskie. Jeżeli odgłos armat dłuższy, poważniejszy to wówczas austriackie, [a] po południu raz po raz karabiny maszynowe, na przemian z armatami (…) Biedni ludzie, wszystko się im spaliło. Mówią, że Moskal podpalił. Ogromny przestrach w całej wsi i u nas, to też spakowaliśmy się na tę noc, dzieci zwłaszcza, spać mamy w ubraniach, tak jak już niejedną noc praktykowaliśmy i kuferki zamknięte na przedpokoju, gotowe by wynieść. W ogóle dzisiejszy dzień był ciężki, niepewny, granie armat, karabinów i ogień – wszystko na nas się złożyło, pocieszające było trochę uciekanie Moskali, ale czy nasi jutro przyjdą? I kto tego doczeka[?], Bóg wie (…)

/A. Ostaszewska, Dziennik Klimkówka: 2 VIII 1914 – 24 IV 1915/

(…) W sklepach Składnicy w mojej kamienicy [w Rzeszowie] sprzedają mąkę; sceny, bo władze wydały więcej kart jak mąki. Ludzie mdleją w natłoku. Jedną osobę zaduszono na śmierć. Była to uboga, wątłej budowy kobieta, która chciała dla dzieci zdobyć odrobinę mąki. Przyszła dość wcześnie i znalazła się wnet wśród największego ucisku. Krzyczała przeraźliwie, gdy jej zgniatano płuca, kłopot był z trupem, bo go trudno było z pośród stłoczonego tłumu wydobyć (…)

/W. Daniec, Pamiętnik z przeżyć wielkiej wojny: z dziennych notatek. Cz. 2, Nasz ostatni biuletyn wojenny: lata 1916-1917, 1918/

(…) wt. 10.11. Dziś o godz. 2-giej w nocy silne słychać strzały, do 6-tej to trwało. Zaraz rano dowiedziałam się, żeśmy już otoczeni i zamknięci zupełnie. Miasto [Przemyśl] jak wymarłe taka cisza. Strzałów wcale nie słychać (…)

29.12. (…) Ilość głodnych ogromnie się wzmaga. Zawiązał się komitet dawania obiadów w dwóch kuchniach. Ks. Biskup Pelczar na czele. Poważniejsze panie mają nadzór nad kuchnią. Panowie mają wyznaczone dzielnice, w których mają wyszukiwać biedaków głodnych i dawać im asygnaty na owe objady (…)

/H. Jabłońska, Wspomnienia z oblężonego Przemyśla: dziennik, Przemyśl 1 VIII 1914 – 29 IX 1915/

Czas wielkiej wojny oczyma ówczesnych mieszkańców Podkarpacia