Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie

samorządowa instytucja kultury Województwa Podkarpackiego i Miasta Rzeszowa

Provincial and City Public Library in Rzeszow

municipal culture institution of Podkarpacie Province and City of Rzeszow

Воєводська і Міська Cуспільна Бібліотека у Жешові

Logowanie do SOWA2

DKK w Lesku

Pascal Mercier: "Nocny pociąg do Lizbony"

18-05-2010

Bez przekonania sięgnęłam po tę książkę, tym bardziej, że właśnie jednym tchem przeczytałam „Tysiąc wspaniałych słońc” Khaleda Hosseiniego. To cudowna, przejmująca opowieść o ludzkich losach w nękanym krwawymi wydarzeniami Afganistanie. Napisana wspaniałą prozą, ukazująca piekło codzienności afgańskich kobiet i wielkość ich charakterów oraz niezłomność ducha - sprawia, że jej treść rozdziera duszę. Ze wstydem pomyślałam, że kiedyś z przyjemnością sięgałam po Danielle Steel…

 

Otworzyłam „Nocny pociąg do Lizbony” Pascala Merciera i… niechętne zaciekawienie ustąpiło miejsca niecierpliwemu zainteresowaniu. Jak najszybciej chciałam wiedzieć, co będzie dalej, ale szybko tej książki czytać się nie da. Trzeba się zatrzymać, posmakować słowa, zastanowić się nad ich znaczeniem. Poznać bohaterów, których jest mnogość, a każdy inny, każdy intrygujący i wielowymiarowy, pełnokrwisty.

 

Głównych bohaterów jest dwóch: Raimund Gregorius – nauczyciel łaciny, greki i hebrajskiego w szwajcarskim gimnazjum oraz Amadeu Inacio de Almeida Prado – „złotnik słów”, poeta i lekarz z Lizbony. Mundus zostawia swoje całe dotychczasowe życie aby odszukać Amadeu. Impulsem do poszukiwań staje się wypowiedziane przez przypadkowo spotkaną niedoszłą samobójczynię słowo Português, a impuls ten potęguje króciutki rozdział również przypadkowo wziętej do rąk książki Amadeu. To powoduje, że Raimund Gregorius, ten stateczny i rozważny mól książkowy porzuca dotychczasowe życie i udaje się w nieznane, nie mając bliżej sprecyzowanego planu działania poza imperatywem odnalezienia autora książki, którą cierpliwie sam musi tłumaczyć, aby ją zrozumieć.

 

Czy jego działania doprowadzą do celu? A może celem samym w sobie są poszukiwania? Mundus zrozumie, że nie da się przeżyć w życiu wszystkiego („Jeśli naprawdę jest tak, że możemy przeżyć tylko małą część tego, co się w nas znajduje – co dzieje się z resztą?”), że nie da się „wejść” w drugiego człowieka aby go całkowicie poznać i zrozumieć („Czy naprawdę słucham drugiego człowieka? Czy wpuszczam go i jego słowa do siebie, tak ze mój wewnętrzny potok zmienia bieg?”), że nie poznamy w pełni człowieka, choćby znający go ludzie opowiedzieli całe jego życie, a fotografia czy zapis głosu na taśmie magnetofonowej pozwalały go zwizualizować, że w końcu nie da się cofnąć czasu, „by raz jeszcze znaleźć się w tamtym punkcie mego życia i móc wybrać zupełnie inny kierunek niż ten, który uczynił ze mnie człowieka, jakim jestem teraz… Jeszcze raz usiąść na ciepłym mchu i trzymać czapkę – to paradoksalne pragnienie, by cofnąć się do czasu przed sobą samym i zabrać ze sobą w tę podróż siebie samego, określonego przez to, co się zdarzyło. „Był słoneczny ciepły dzień, za tydzień zacznie się kwiecień. Gregorius usiadł na mchu na schodach przed wejściem. Naraz zaczął płakać. Zdjął okulary, ukrył głowę między kolanami i pozwolił łzom kapać na mech. Em vão, na próżno (…) Gregorius wymówił te słowa i powtarzał je powoli, potem coraz szybciej, aż zlały się ze sobą i ze łzami”.

 

Czy rzeczywiście szukał bezskutecznie? Czy naprawdę na próżno? Czyż chcąc poznać Prado nie odnalazł samego siebie? Czy nie dowiedział się o sobie rzeczy, których nie poznałby, gdyby tamtego lutowego dnia nie wyszedł z klasy? Przez wiele lat życie Raimunda Gregoriusa było stałe i przewidywalne w codziennie powtarzanych czynnościach, biegnące utartym torem, ale… „Nasze życie to niestałe konstrukcje z lotnych piasków, tworzone przez jeden podmuch wiatru, niszczone przez następny. Formacje daremności, które ulatują na wietrze, nim na dobre powstały”. A nowa konstrukcja już nigdy nie będzie taka jak wcześniej.

 

Zdumiewa mnie, jak wiele opisanych na kartach książki wrażeń, przemyśleń i zwątpień z czystym sumieniem mogłabym uznać za swoje. Ja razem z Mundusem jechałam do Barcelony aby odszukać Amadeu, razem z Amadeu szukałam lekarstwa na ból życia, w rozmowach z João Eca, Silveirą czy Marią João odnajdywałam bogactwo ich przeżyć i doświadczeń, ale też znajdowałam odpowiedzi na moje pytania, których nigdy nie wypowiedziałam na głos. Cóż za niezwykła książka! Nie da się jej po prostu zamknąć i zapomnieć. To celne, że jej mottem jest strofa wiersza Jorge Manrique, o którego wierszach Lope de Vega powiedział, że „zasługiwały na to, aby zostać zapisane złotymi literami”. Dla mnie „złotnikiem słów” jest Pascal Mercier. Będę do tej książki wracać.

 

Maria Romanek
Dyskusyjny Klub Książki
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Lesku
 

Redakcja witryny:
E-mail:

Copyright 2009 WiMBP Rzeszów.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ideo Realizacja:
CMS Edito Powered by: