Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie

samorządowa instytucja kultury Województwa Podkarpackiego i Miasta Rzeszowa

Provincial and City Public Library in Rzeszow

municipal culture institution of Podkarpacie Province and City of Rzeszow

Воєводська і Міська Cуспільна Бібліотека у Жешові

PODKARPACKIE - przestrzeń otwarta

Licznik odwiedzin

Stronę odwiedzono:
18893389 razy

Rzeszów - stolica innowacji

Kultura w Rzeszowie

Pogoda

ZOBACZ TAKŻE:

 

 

 

 


 

Współpraca z

Współpraca z

 

 

 

Pogoda

Swiat Pogody .pl

Współpraca z

MKiDN

Realizację zadania „Spotkajmy się w Bibliotece” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Współpraca z

MKiDN

Realizację zadania „Spotkajmy się on-line” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Współpraca zwww

Współpraca z

ZAKUP NOWOŚCI

 

 


Zakup nowości wydawniczych w 2019 r. realizowany jest ze środków finansowych Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa

Współpraca z

Logowanie do SOWA2

 

DKK w Nowej Sarzynie

Małgorzata Reimer: "Bukareszt. Kurz i krew"

25-07-2014

 W dniu 22 lipca odbyło się kolejne spotkanie DKK. Omawiany był zbiór reportaży Małgorzaty Reimer Bukareszt Kurz i krew.

Dyskusja jak zwykle była gorąca, pełna dygresji, odniesień do literatury, porównań do Polski. Zaczęła się od stereotypu Rumuna –  ubrany jak Rumun- byle jak, obładowany tobołami jak Rumun. Jeden z klubowiczów zamknął ją, twierdząc, że nie mówimy o Rumunach – ci są mało mobilnymi chłopami, lecz o Romach, którzy przyjeżdżają do Polski handlować.

Rumunia to jeden z regionów, gdzie zachowały się prastare zwyczaje słowiańskie, chętnie badane przez etnografów i antropologów kultury. Ludzie na wsi przez całe życie zbierają pieniądze na pogrzeb, który musi być godny. Wszyscy uczestnicy tej ceremonii otrzymują od rodziny zmarłego dary, podawane przez trumnę. Jeden ze zwyczajów, którego nie zniszczył komunizm.

Oto kilka z pozostałych wypowiedzi:

 -  Narzucają się analogie ze Szczerkiem i  Ukrainą. Jeździmy tam, by poczuć się lepiej. Kraj ambitny, próbujący dołączyć do Europy. Kiedyś posługiwali się cyrylicą, którą odrzucili, upatrując swe korzenie z starożytnym Rzymie. Uosobieniem tych dążeń, czy  wyobrażeń jest pomnik cesarza Trajana.

 - Skoro chcą być Europą, dlaczego panuje tam zabobon?

  -Nie należy postrzegać Europy, jako wolnej od zabobonu. Choćby w naszym kraju świetnie się mają wszelkiej maści wróżbici, którzy nawet wykupują czas antenowy w stacjach telewizyjnych. Dlaczego zabobon się coraz bardziej rozpowszechnia? Bo ludzie czują się niepewnie, są coraz bardziej zagubieni.

  - Jedna z klubowiczek stwierdziła, że w Polsce za komuny zabobon został wytępiony, co wzbudziło falę protestów.

- Autorka opisuje tylko brzydotę, ,,dziadostwo”, prowizorkę. Obraz jest jednostronny. Zabrakło mi piękna, a przecież to piękny kraj i piękni ludzie. Zatrzymała się na Bukareszcie, opisując dzielnice z dykty. W każdym kraju komunistycznym w architekturze były elementy socrealizmu. Ludzie ginęli na budowach nie tylko w Rumunii. Komunizm był odhumanizowany.

- Mamy z Rumunami coś wspólnego. Jako potwierdzenie podano fakt, że najlepszym tłumaczem Kapuścińskiego był Rumun. Zrozumiał subtelności – Kapuściński oficjalnie  pisał o inny krajach, a chodziło mu o Polskę. W bloku wschodnim istniały dwie rzeczywistości oficjalna i ta, w której ludzie żyli naprawdę. W tym ,,drugim obiegu” i w Rumunii i w Polsce funkcjonował dowcip, który nie był zrozumiały dla władz.

- Władza w Polsce doskonale rozumiała te dowcipy. Dlatego np. pozwalała na kabarety – do dziś kultowe. To był wentyl bezpieczeństwa, mimo że żadna władza, szczególnie totalitarna nie lubi być ośmieszana.

Tu padły wypowiedzi na temat mechanizmów działania władzy totalitarnej: jądrem ciemności jest jej przerażająca teatralność: ludzie jak marionetki są pociągani za sznurki.

Następnie dyskusja potoczyła się w kierunku tęsknoty za komunizmem. Istnieje nie tylko w byłych ,,demoludach”. Nie jest to kwestia pamięci, lecz amnezji. Nawet niektórzy Hiszpanie i Niemcy dobrze wspominali systemy totalitarne w swoich krajach.

Nie pominięto tematów aborcji i antykoncepcji. Ponieważ są one wciąż aktualne i budzą emocje – wśród klubowiczów zawrzało.

Nie sposób przytoczyć wszystkich wątków, jakie poruszono. A było ich wiele. Dowodzi to tego, jak głęboka i uniwersalna jest książka, co wszyscy zgodnie potwierdzili.

 

Małgorzata Reimer pokazuje Bukareszt w sposób wręcz naturalistyczny. Pisze o mieście przeoranym i wybudowanym od nowa według zamysłu syna słońca Nicolae Ceaușescu i jego małżonki; o wielkiej budowli, która stała się cmentarzem jej budowniczych. To zdumiewające, że w tej dwójce przerażających ludzi narodziła się myśl, że mogą pro­jektować. I Ceausescu naprawdę projektował, na wielu zdjęciach widać, jak wymachuje rękami nad modelem jakiegoś obiektu: „Zróbcie tak i tak". Był projekt i był bełkot, więc realizowano ten bełkot. I on, i ona poczuli w sobie demiurga. Bukareszt współczesny to betonowa dżungla, w której wszystko jest tymczasowe, połatane, sklecone naprędce z byle czego. Bukareszt to miasto bezpańskich psów, wśród których, jak u ludzi panuje system hierarchiczny: osobniki słabe, nieradzące sobie w życiu znają miejsce w szeregu. Opisy te w podprogowy sposób uruchamiają wyobraźnię. Czytając, chwilami miałam wrażenie, że widzę ten porażający świat na własne oczy.

   Prawdziwa makabra zaczyna się  gdy autorka ,,dobiera się” do mieszkańców miasta. Pisze
o nich bez zbędnych, a właściwie żadnych emocji, wywołując natomiast burzę emocji w czytelniku. Pokazuje, co charyzmatyczny szaleniec może zrobić z kilkunastomilionowym narodem. Odsłania kulisy systemu, porównywalnego chyba tylko z Koreą Północną, gdzie do obozu idzie ten, kto nie uśmiechnie się widząc oblicze wielkiego wodza – półboga.

   Rumunia znalazła się w strefie, którą wielcy tego świata bez żadnych skrupułów oddali sowieckiej Rosji w zamian za współudział w rozgromieniu Hitlera. Po śmierci Stalina wszystkie

,,demoludy”, chociaż w niewielkim stopniu ewoluowały. Ceaușescu pozostał wierny swojemu mistrzowi, a nawet poniekąd go przerósł.

   Podczas czytania, w pewnych momentach wydawało mi się, że znalazłam się w piekle, lub co najmniej w jego przedsionku. To, co działo się za murami rumuńskich więzień niemal przekracza granice ludzkiej percepcji. Wypracowany do perfekcji system łamania ludzi zwany eksperymentem Piteşci, to chyba najbardziej okrutna tortura w historii ludzkości – wzajemne znęcanie się nad sobą  przez więźniów. Tu nie funkcjonowało pojęcie dobrego, czy złego człowieka. Zresztą, moim zdaniem, nie funkcjonuje w żadnych okolicznościach. Ludzie nie są zerojedynkowi. Z każdego prędzej, czy później wyjdzie bestia. To kwestia większej czy mniejszej odporności na odpowiednie bodźce zewnętrzne. Wyjątkiem potwierdzającym tylko regułę jest opowieść o dwóch mnichach i pewnym człowieku. Strażnicy zaaplikowali im przemyślną torturę, która cała trojka miała sobie po kolei zadawać. Mnisi, o dziwo, wykonali zadanie bez zarzutu,
a ten trzeci nie potrafił. Został tak skatowany, że wkrótce zmarł, a żona nie potrafiła rozpoznać zwłok. Mnisi przeżyli i po latach zostali wypuszczeni na wolność.

   Szokująca jest wypowiedź pewnej wykształconej kobiety, która przyszła na świat tylko dlatego, że jej matka przez pięć miesięcy nie wiedziała, że jest w ciąży: Nie wierzę, że Ceaușescu wiedział o tym wszystkim, co się działo w Rumunii. On był tylko marionetką w rękach swoich doradców. Ludzie wykonywali jego polecenia, ale źle je rozumieli. Gdyby Ceaușescu wiedział, jak żyli ludzie tutaj, nie pozwoliłby, by tak cierpieli. Klasyczny przykład odmóżdżania przez system. Całe dzieciństwo słyszała, że Ceaușescu był wielkim dobrym ojcem narodu, uczyła się piosenek i wierszyków o nim. Nie mógł  więc przecież być równocześnie zbrodniarzem. Rzeźnikami mogli natomiast być jego bliżej nieokreśleni, bezimienni doradcy.

   Niewątpliwie przedsionkiem piekieł jest sprawa nielegalnych aborcji, które wykonywano masowo. W kraju, gdzie nie było środków antykoncepcyjnych, aborcja je zastępowała. Była zabroniona, więc powstało, jak to zwykle bywa, podziemie. Nie wszystkie kobiety miały do niego dostęp - pozbywały się płodów samodzielnie, często przypłacając to życiem. Pomysłowość, co do sposobów była wręcz zadziwiająca. Ludzie nie chcieli mieć dzieci, bo w kraju panowała straszna bieda. Z punktu widzenia reżimu było to pożądane. Im więcej dzieci, tym większy głód, a najłatwiej uszczęśliwić głodnego- utrzymać go przy życiu, rzucając od czasu do czasu jakiś ochłap. Ten stan rzeczy był konsekwencją hasła: Dwadzieścia pięć milionów Rumunów w 2000 roku.

   Ojciec narodu nie doczekał. Został niemal ,,zaszlachtowany” przez swój wierny lud. A cały świat pytał, czy nie można było w bardziej cywilizowany sposób? W innych krajach przewroty dokonywały się w białych rękawiczkach i nie było trupów. Zapewne można było, ale są granice upodlenia. Tu zostały po wielokroć przekroczone.

   Trąci piekiełkiem też opisana przez autorkę rzeczywistość po 1989 roku. Po kilku latach życia w chaosie, gdzie radzili sobie tylko nieliczni, lud zatęsknił za wielkim wodzem. Wcześniej ich życie było w jakiś sposób uporządkowane. Trwali, co prawda w bezustannym strachu, że lada chwila Securitate zapuka do drzwi, na dodatek nie mieli co jeść. Jak się okazuje, łatwiej przyzwyczaić się do tych niedogodności, niż do konieczności samodzielnego decydowania o swoim losie, nie mając przy tym żadnych perspektyw.

   Pozostałe reportaże dotyczą kultury, wcześniejszej historii, a także dzisiejszej Rumunii. Są bardzo ciekawe, ale nie zrobiły na mnie tak dużego wrażenia. Opowieści o ,,Słońcu Karpat”
i jego wpływie na rzeczywistość, nawet po śmierci, są nie do przebicia.

   W moim wypracowanym przez długie lata systemie wartościowania literatury, książka Małgorzaty Reimer plasuje się w kategorii najwyższej. Po jej przeczytaniu każda następna wydaje się głupia. Ten stan rzeczy zazwyczaj trwa do momentu, aż minie szok lub trafię na następny hit.

 

Grażyna Wadas

DKK w Nowej Sarzynie

 

Redakcja witryny:
E-mail:

Copyright 2009 WiMBP Rzeszów.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ideo Realizacja:
CMS Edito Powered by: