Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie

samorządowa instytucja kultury Województwa Podkarpackiego i Miasta Rzeszowa

Provincial and City Public Library in Rzeszow

municipal culture institution of Podkarpacie Province and City of Rzeszow

Воєводська і Міська Cуспільна Бібліотека у Жешові

PODKARPACKIE - przestrzeń otwarta

Licznik odwiedzin

Stronę odwiedzono:
15176348 razy

Rzeszów - stolica innowacji

Kultura w Rzeszowie

Pogoda

ZOBACZ TAKŻE:

 

 

 

 


 

Współpraca z

Współpraca z

Współpraca z

Współpraca z

ZAKUP NOWOŚCI

 

 


Zakup nowości wydawniczych w 2019 r. realizowany jest ze środków finansowych Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa

Współpraca z

Logowanie do SOWA2

DKK w Strzyżowie

J.K.Rowling: "Trafny wybór"

12-12-2012

________________________________________
Wskazówka na cyferblacie ręcznego zegarka Adriatica przeskoczyła cicho. Przeklinając w duchu naturę swojej pracy postarzyła się sama o kolejną minutę.


18:00
Niedbale przekręcam kluczyk w stacyjce i zaciągam hamulec ręczny. Gasną światła reflektorów a dzwoniący w uszach terkot silnika ustaje gwałtownie. Cisza. Za szybą słychać jedynie świst wiatru, który z uporem maniaka próbuje wedrzeć się do wnętrza mojej Magdaleny. Powolnym ruchem dłoni naciskam przymarzniętą klamkę drzwi i z grymasem na twarzy opuszczam ciepłą przestrzeń nagrzanego jazdą samochodu. Oślepiające światło przyparkingowej latarni wdziera się do źrenic jak sopel lodu. Mrużę delikatnie oczy by po chwili zamroczenia ruszyć na moje pierwsze spotkanie DKK. Świeży śnieg przyjemnie skrzypi pod nogami gdy przedzieram się przez gęsty wieczór miasta. Biała melodia wlewa się falami do ucha a ja delikatnie uśmiecham widząc już w oddali migocące światła miejskiej biblioteki. W kłębach kotłującego się śniegu i mroźnej zawieruchy, docieram w końcu pod drzwi dawnej synagogi. Jest wieczór, 12 grudnia 2012 - tydzień z ułamkiem przed planowanym końcem świata - ale w Strzyżowie, małej miejscowości na jego krańcu, nic nie wskazuje na to aby jakikolwiek zbliżający się kataklizm mógł zakłócić kolejne spotkanie tajnego stowarzyszenia miejscowych moli książkowych.
________________________________________
Przyznaję, wstęp trochę naciągany ale tak po krótce zaczęła się moja pierwsza przygoda z Dyskusyjnym Klubem Książki. Tematem była powieść J.K. Rowling “Trafny Wybór”. Powieść, która wywołała mieszane uczucia wśród zebranych klubowiczów, tym razem w okrojonym, okołoświątecznym składzie. Nie chcę zabierać głosu w czyimś imieniu zatem postaram się przybliżyć książkę z mojej czytelniczej perspektywy.


Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie…
Rzecz dzieje się w małym angielskim miasteczku Pagford. Zgodnie ze stereotypem mamy tu perfekcyjne osiedla, równo przystrzyżone trawniki wokół domostw, sąsiedzi kłaniają się i uśmiechają w mocno naciąganych przejawach sąsiedzkiej zażyłości. Do tego plotki, gra pozorów oraz ogólnie stara (nie)dobra, małomiasteczkowa dulszczyzna jaką znamy i (nie)lubimy. Jakby tego było mało wyrocznią całego życia społecznego mieszkańców jest rada miasta. Pewnego dnia, z pozoru błoga, wydawałoby się niczym nie zmącona atmosfera, zostaje przerwana przez nagłą śmierć jednego z jej członków - Barry’ego Fairbrother’a. Pojawia się problem.

Otóż zażewiem odwiecznego sporu i ogniskiem zapalnym, wśród rady jak i mieszkańców jest osiedle Fields. Leżące na granicy między Pagford a większym miastem Yarvil blokowisko, zamieszkałe przez patologiczny według niektórych półświatek - pełen narkomanów i prostytutek - jest dla znakomitej części pagfordczyków zbędnym balastem, kolebką wszelkiego zepsucia, która mocno nadszarpuje wizerunek ich pięknego, wypacykowanego miasteczka. Pozostała część rezydentów, zgodnie z wizją zmarłego radnego uważa, że mieszkańców Fields należy zresocjalizować a samo osiedle włączyć w struktury miasta. Tak oto zaczyna się wyścig do stołka radnego a wraz z nim ożywają drzemiące w ludziach demony, których twarze autorka skrupulatnie i sukcesywnie demaskuje.


W poszukiwaniu zaginionej fabuły
Wolny wakat i wybory do rady ? To wszystko ?
Hmmm, w dużym skrócie tak - przynajmniej jeśli tak powierzchownie na to popatrzymy. Fabuła książki rzeczywiście nie porywa, na pewno nie na tyle aby czytelnik nie mógł oderwać się od książki. Nie znajdziemy tutaj “achów” i “ochów”, nie będziemy z wypiekami na twarzy ślinić palec aby przewrócić kolejną stronę, Owszem jej konstrukcja jest przez Rowling wyegzekwowana naprawdę dobrze i to trzeba docenić: jest solidna, spójna i nie pozostawia niedokończonych wątków, jednak na pewnym bardzo podstawowym poziomie jej suchy opis nie ma według mnie sensu. Poza nakreśleniem sytuacji w jakiej znalazło się miasteczko i “rozwieszeniem” pewnego szkieletu dla akcji powieści, nie ma w samej fabule nic szczególnie zachęcającego. Musimy zatem, jak zawsze w takim wypadku, pomachać “intelektualną łopatą” trochę głębiej, gdyż mamy tu do czynienia z “książką-opisem” a nie “książką-akcją”.


Zakasujemy rękawy czyli o co tak naprawdę chodzi ?
Otóż, w moim przekonaniu, Rowling celowo próbuje wyhamować nasz czytelniczy pęd do szybkiego (a czasami również bezmyślnego i bezrefleksyjnego) pochłaniania książek. W dobie internetu i e-booków "łatwo, szybko i dobrze" stało się niestety czytelniczym modus operandi dla wielu czytelników. Autorka wychodzi z inną koncepcją. W jej powieści akcja nie jest wartka, nie zapiera tchu w piersiach: toczy się niespiesznie - właściwie można powiedzieć, że się snuje. Dla niektórych będzie to synonim nudy, niektórych natomiast zmusi do redukcji swoistego czytelniczego biegu.

Mamy zatem na wstępie pewną odmienność w stosunku do tego co serwują nam dzisiaj sieciowe księgarnie, wciskające na pierwszy plan literaturę suspensu oraz wszelkiego rodzaju tanie zabijacze czasu. To chyba właśnie ta odmienność książki Rowling jest dla mnie jednym z jej mocnych punktów. Śmierć radnego, wyścig o pozycję, wybory - to tylko tło do przedstawienia poważniejszych problemów społecznych jakie nas obecnie nękają. Począwszy od wszechobecnej plotki, małomiasteczkowej obłudy, zakłamania oraz hipokryzji mieszkańców, kończąc na wszelakich patologiach, przemocy, rasiźmie i nietolerancji religijnej czy seksualnej. Wszystkie te problemy wydają się być, w mniejszych lub większym stopniu, udziałem nie dużych aglomeracji właśnie, ale bolączką małych miasteczek pokroju Pagford. Miasteczek, w których żyja zazwyczaj hermetyczne wspólnoty, gdzie duża część życia jest na pokaz a uprzedzenia są na stałe zakorzenione w świadomosci mieszkańców do tego stopnia, że każdy przejaw inności narażony jest na ostracyzm społeczny.


No dobra, a tak ogólnie, po polskiemu, to co się podobało a co nie ?
Przede wszystkim wydaje mi się, że Rowling jest bardzo dobrą obserwatorką otoczenia: widzi brak zrozumienia dla niektórych kwestii społecznych i świadomości tego, że na marginesie może się kiedyś znaleźć każdy z nas. W ślad za tym idzie jej duży dar do budowania postaci i ich charakterów. Stopniowo i bardzo drobiazgowo, zwracając uwagę na liczne detale, wprowadza nas na ich osobiste orbity. Dom po domu poznajemy bohaterów książki, niestety nie jest to zazwyczaj zbyt miły obrazek.

W powieści nie znajdziemy głównego bohatera do której można by się przywiązać, mnie przynajmniej ta sztuka się nie udała. Odniosłem wręcz wrażenie, że Rowling z zamierzenia chciała aby jej postacie były równorzędne. Jeśli miałbym wysunąć coś na pierwszy plan to byłoby to samo Pagford i jego społeczność - niestety byłby to twór w dużym stopniu nieprzyjemny.

Sama konstrukcja książki przywodzi na myśl “Pulp Fiction” lub, jak zostało to wspomniane w dyskusji, “Grę o tron”. Wygląda to tak, że krótkie sceny-migawki z różnych wydawałoby się na początku wątków splatają się ostatecznie w pewną sieć zależności, która doprowadza do punktu kulminacyjnego. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy jednak w lekturze w wydaniu Rowling jest niemiłosiernie irytujące. Autorka przeskakuje od jednej sceny do drugiej, mamy natłok bohaterów i nazwisk co powoduje, że naprawdę ciężko zorientować się w tej swoistej pajęczynie kto jest kim i jaki ma wpływ na fabułę - zwłaszcza na starcie książki. Z drugiej strony, jak wszyscy zgodnie stwierdzili, “Trafny wybór” wydaje się być gotowym scenariuszem filmowym, gdzie taka formuła mogłaby się sprawdzić.

Język książki jest żywy, choć dla mnie nie do końca wydawał się wiarygodny jeśli chodzi o młodsze pokolenie. Irytujące, wszechobecne i nadmierne przekleństwa, wulgaryzm w mowie potocznej nastolatków są jakby trochę na siłę przerysowane - co mnie osobiście draźniło. Nie wiem jak to wygląda w Wielkiej Brytanii ale w wielu miejscach towarzyszyło mi wrażenie, że autorka za bardzo się stara aby powieść była rzeczywiście, jak to zapowiadano, “dla dorosłych”. Oczywiście, każdy lubi sobie zdrowo przeklnąć czy puścić wiązankę ale żeby stanowiło to większość potocznego języka albo służyło za przecinek ? Chciałoby się rzec kolokwialnie - “bez przesady !”


Kończ waść bo dłużyzna wyjdzie !
A więc do sedna. Jeśli ktoś szuka lekkiej lektury to się zawiedzie bo “Trafny wybór” to dość poważna proza i nie czyta się jej na pewno w celach relaksacyjnych.

Powieść jest w większości przeładowana negatywnymi emocjami co sprawia, że czyta się ją naprawdę z wielkim mozołem oraz towarzyszącym uczuciem przygnębienia. Po pierwszych 300 stronach sam się sobie dziwiłem dlaczego jej jeszcze nie odłożyłem. Kartka po kartce towarzyszyło mi wrażenie, że wcale o niczym nowym nie czytam, co z jednej strony było trochę smutne ("może taki jest z grubsza prawdziwy obraz tego co nas otacza ?”) z drugiej strony pozwalało mi co raz otwierać książkę i wymęczyć pozostałe stronice w nadzieji, że być może wszystko zmierza jednak ku jakiemuś optymistycznemu rozwiązaniu. Niestety...


Bla, bla ! Miał być koniec do jasnej cholery. Ile można, Panie ?!
No dobrze, to teraz z szybkością światła. Na pewno należą się Rowling słowa uznania za to, że wogóle zdecydowała się na taką powieść. Przy swojej sławie i statusie materialnym jaki osiągnęła po sukcesie przygód Pottera mogłaby przecież dać sobie spokój z pisarstwem i osiąść na laurach a tymczasem wychodzi nam naprzeciw z kawałkiem dość poważnego powieści. Powieści, w której mikroświecie udało jej się zminiaturyzować problemy wewnątrz i międzyludzkie z jakimi przyszło nam się w dzisiejszych czasach borykać.

Na dodatkowy plus zaliczyłbym autorce to, że książka w swej wymowie nie ma jednoznacznie moralizatorskiego tonu co wydaje się być jej zaletą, gdyż zmusza nas samych do odrobiny refleksji nad tym co często przechodzi obok nas nie zauważone.

Z mojej perspektywy “Trafny wybór” nie jest niestety pozycją, którą bezwględnie chciałbym mieć na swoje półce. Osobiście w książkach szukam czegoś co pozwoli mi oderwać się od brudnej rzeczywistości (jednocześnie nie bedąc trywialne) a nie uwydatni jej wykrzywioną w Joker’owym uśmiechu twarz. Tego dość na co dzień w wiadomościach i na ulicy. Naprawdę szczerze wątpię abym kiedykolwiek do tej lektury powrócił. I nie ! nie chodzi tu bynajmniej o zmarnowany czas. Raczej o ogólne wrażenie jakie powieść Rowling we mnie pozostawiła a mianowicie: że po tym wszystkim co się stało w Pagford, miasto szybko zapomni o tragicznych wydarzeniach i powróci do swojego pozorowanego, przygnębiającego i smutnego życia. Myślę też, że jest jeszcze jeden powód. Powieść pozostawiła we mnie gorzki posmak tego, że być może człowiek już się troche uodpornił na to wszystko co się dookoła niego dzieje, a na co Rowling próbuje nas właśnie uwrażliwić. Niestety o tym czy tak rzeczywiście jest, każdy będzie musiał przekonać się sam, czytając osobiście J.K. Rowling w jej najnowszej powieści.
________________________________________
Radosław Kozak, DKK przy BPGiM w Strzyżowie
________________________________________

 

Redakcja witryny:
E-mail:

Copyright 2009 WiMBP Rzeszów.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ideo Realizacja:
CMS Edito Powered by: