Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie

samorządowa instytucja kultury Województwa Podkarpackiego i Miasta Rzeszowa

Provincial and City Public Library in Rzeszow

municipal culture institution of Podkarpacie Province and City of Rzeszow

Воєводська і Міська Cуспільна Бібліотека у Жешові

PODKARPACKIE - przestrzeń otwarta

Rzeszów - stolica innowacji

Kultura w Rzeszowie

Pogoda

Swiat Pogody .pl

MKiDN

Realizację zadania „Spotkajmy się w Bibliotece” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

MKiDN

Realizację zadania „Spotkajmy się on-line” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Współpraca z

 

DKK w Kolbuszowej

Marta Fox: "Zuzanna nie istnieje"

14-06-2012

Zuzanna niestety istnieje. Albo precyzyjniej: książka „Zuzanna nie istnieje” niestety istnieje. Została napisana, wydrukowana, kupiona i przeczytana. Niepotrzebnie.
Do złudzenia podobna jest w tematyce i języku do innej książki – „Zakazanych związków” Grażyny Plebanek. Ani jedna ani druga książka nie wydają mi się szczytem współczesnej literatury polskiej, ale książka Fox jest nieudolnym naśladownictwem „Zakazanych związków”,  kopią stworzoną z wielkim wysiłkiem i pewnie z najlepszymi intencjami. Bez powodzenia.
Książka opowiada o parze kochanków, którzy spotkali się na jedną noc. Miał to być seks bez zobowiązań i bez zapamiętywania daty, imion, adresów, numerów telefonu. Do rozstania tak było. Po tym, jak kochankowie się rozstali, uświadomili sobie raptem, że nie mogą bez siebie żyć i że ich wypalone, doświadczone przez los egzystencje bez wzajemnej obecności są niepełne i spragnione nowego, wspólnego trwania.
W tym momencie rozpoczyna się opowieść o Pawle i Zuzannie, o ich dotychczasowych przeżyciach. O tym, czym są i co ich kształtowało. A także o tym, że obydwoje podążają w jednym kierunku – dosłownie (z Wrocławia do Krakowa) i przenośnie (myślą o tym samym, pragną tego samego, po ciężkich doświadczeniach mają podobne wnioski). To równoległe istnienie podobnych i ciągnących ku sobie istot jest jednak bardzo nieudolnie opisane. Czytelnik wiele zdań czyta dwa razy – raz wyczytuje je w myślach Zuzanny, raz w refleksjach Pawła. Wszystko w tej książce jest zdublowane, powtórzone – w rozdziale o Zuzannie i w rozdziale o Pawle. Jak to przebrnąć? Czytać tylko o jednym z nich? Może właśnie tak – przeczytać tylko pół tej książki.
W powieści Marty Fox jest kilka motywów, które mogłyby nadać jej jakiś klimat. Są one jednak porzucane i w rezultacie niczego nie wnoszą. Są nieumotywowane, bez sensu, bez uzasadnienia. Na przykład motyw mandali. O symbolice, kolorystyce, sensie i wymowie Fox, ustami swoich bohaterów, opowiada bardzo ciekawie, ale bez żadnej kontynuacji. Tak więc Zuzanna po śmierci męża zaczyna malować (sic!) mandale. Wątek ten mógłby być nicią ciągnącą się od początku do końca, nicią ozdobną, czymś, co miałoby początek, trwanie i koniec – sens w tej powieści. W rzeczywistości jest to jeden fragment oderwany od całej reszty, samotny i porzucony.
To samo dzieje się z motywami numerologicznymi. Momenty o ukrytym znaczeniu liczb powtykane są tu i ówdzie i nie mają żadnego znaczenia dla fabuły. Liczby ani bohaterów nie łączą, ani do siebie ich nie przyciągają… Na przykład symbolika liczby 7 (numer mieszkania, w którym się kochali) tak bogato opisana w powieści nie ma wpływu na życie, poszukiwania i decyzje kochanków.
Po co więc mandale, po co numerologia?
Język opowieści jest tkliwy, sztucznie poetycki, napuszony i do tego niezręczny. Wiele w tym tekście zdań – potworków, np. „Tajemnica rodzinna powinna mieć oprawę w postaci złotych ram, w których mógł się zmieścić cały Wawel, Smocza Jama, Napoleon na koniu, wuj ze strzelbą, babcia z ciotką w salonie, ale nie Danuta z ukochaną dziewczyną, ponieważ rodzina gotowa była różne dziwactwa, ale na pewno nie te, jakich do tej pory w niej nie bywało, nawet jeśli bywały.” (s. 131) – nie dość, że jest bardzo długie, to jeszcze ma bardzo niezrozumiałą puentę.
Język ten jest dodatkowo fałszywy. Opisuje miłość i seks niezręcznie, niepotrzebnie tak bardzo poetycko, tak bardzo wzniośle. Sama autorka zresztą mówi o tym (i wkłada to w usta Pawła), że nie warto zbyt uporczywie opisywać czegoś, czego nie da się ławo przełożyć na język: „Tak to bywa, pomyślał, że co potrząsa kochankami i wywraca ich na drugą stronę, nie ma żadnej wartości dla innych, bo zamienione w banał tak zwanych pięknych słów trąci czułostkowością, sentymentem, tworząc kicz, który ewentualnie mógłby kolorową makatką zdobić pokój nastolatki czytającej harlequiny z aniołami w roli głównej.” (s. 171). Moim zdaniem cytat ten należy potraktować jako autorecenzję, którą pisarka i książka niechcący wystawiają same sobie.

 

Agata Front
29 kwietnia 2012
 

Redakcja witryny:
E-mail:

Copyright 2009 WiMBP Rzeszów.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ideo Realizacja:
CMS Edito Powered by: